Historia


Generalski epizod

Od wieków wiadomo powszechnie, że wojskowe rzemiosło bliskie jest tatarskim sercom. Zapisali Tatarzy niejedną piękną kartę w księdze militarnej chwały Rzeczypospolitej. Ileż można by tu wymienić nazwisk, choćby tylko z tych najnowszych czasów: Aleksander Sulkiewicz, Jakub Romanowicz, Maciej Bajraszewski, Dawid Janowicz-Czaiński, Konstanty Achmatowicz, Aleksander Jeljaszewicz, Leon Hózman-Mirza Sulkiewicz, Emir El-Muemminin Bajraszewski. Piękne nazwiska, piękne karty wojskowej służby.

Nie zabrakło Tatarów w szeregach Wojska Polskiego także i po II wojnie światowej. Znajdował się w tym gronie płk dypl. inż. Adam Szegidewicz (25.04.1924 – 06.10.1995), m.in. pełniący w latach 1966-1972 obowiązki komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Inżynieryjnych we Wrocławiu. Jeden z jego starszych braci, Jakub, również był oficerem, kapitanem lotnictwa, więźniem Oświęcimia. Drugi brat, Ali, został aresztowany przez bolszewików w roku 1944 i ślad po nim zaginął.

Płk Adam Szegidewicz posiadał wysokie wykształcenie zarówno wojskowe – ukończył bowiem Akademię Sztabu Generalnego WP, jak i cywilne: był absolwentem Wydziału Budownictwa Politechniki Warszawskiej. Miał wszelkie szanse, aby zostać pierwszym powojennym tatarskim generałem Wojska Polskiego. Niestety, tak się nie stało. A przeszkodził mu w zdobyciu generalskich szlifów zupełny przypadek.

Ówczesny oficer wrocławskiej uczelni, obecnie płk w stanie sp. Remigiusz Wira, zamieścił w Internecie swoje wspomnienia pt. „Moja służba i praca w LWP” (Wrocław 2006). Na stronie 8 tak oto opisał wydarzenie, które zniweczyło awans pułkownika Szegidewicza:

12. (...) Komendant WSOWInż. płk dypl. inż. A. Szegidewicz też przeżył awansową rozterkę. Z wiarygodnych źródeł MON „wróble ćwierkały”, że nasz komendant dostanie stopień generała. Nie było to nic dziwnego. Uczelnia uzyskiwała wysokie noty w czasie inspekcji, cieszyła się autentycznym autorytetem w WP, wyróżniała się zasługami w pracach na rzecz gospodarki narodowej. Było pewne, że będziemy mieć w szkole generała. Naraz, niespodziewanie w nocy, do szkoły zjechała kontrola w celu sprawdzenia stanu gotowości bojowej. Szkołę wyprowadzono w rejon alarmowy, a płk A. Szegidewicza nie udało się o alarmie powiadomić. Komendant w rejon alarmu przybył w godzinach rannych (grał w brydża). Jak było do przewidzenia, szkoła z gotowości bojowej otrzymała ocenę niedostateczną. Awans na generała płk. A. Szegidewicza odłożono do akt. Generałem został inny pułkownik.

W ten sposób tatarski pułkownik generałem nie został. Swoją drogą, trochę szkoda.

Musa Czachorowski

AliusMedia.pl